Kim jest konserwatysta? - Douglas Wilson PDF Drukuj Email
Nr 2010\1-2
Poniedziałek, 01 Listopad 2010 18:14
Z jednej strony łatwo biblijnym chrześcijanom zrozumieć słowo konserwatysta, z drugiej zaś bardzo trudno je wytłumaczyć. W świece, który wydaje się nie mieć zasad, chrześcijanie opowiadający się za pewnością Bożego Słowa mają wrodzoną niechęć do relatywizmu. Chcą oprzeć swoje racje polityczne na czymś pewnym, a nie na współczesnych trendach. Człowiek na tratwie pośrodku Pacyfiku również chce znaleźć solidny grunt, lecz jego starania w tym kierunku trudno byłoby opisać mianem konserwacji.

Słowo konserwatywny zakłada istnienie czegoś cennego, co należy zachować, ochronić nawet za cenę wielkich wysiłków. Lecz co tak naprawdę konserwatyści starają się konserwować? W dawnym Związku Radzieckim zapewne byłaby to doktryna Komitetu Centralnego, w Arabii Saudyjskiej – wierzenia wahabitów, a w ekonomii Zachodu – osiemnastowieczny liberalizm. W każdym z tych przypadków chodzi o usposobienie, które porusza się powoli. Jak to wyraził niegdyś Lord Falklands: „Kiedy nie ma potrzeby nic zmieniać, nie ma potrzeby nic zmieniać”. Usposobienie takiego konserwatyzmu może być dobre o tyle, o ile powłóczymy nogami, kiedy inni próbują wywlec nas z czegoś dobrego. Jednak jest złe, gdy powłóczymy nogami w momencie, gdy inni zabierają nas w kierunku dobra. Sowiecki konserwatyzm był zły, konserwatyzm wahabitów jest ślepy, a konserwatyzm ekonomiczny oparty jest na mądrości.
Chrześcijański konserwatysta (mówimy tu o kulturze i polityce, a nie o teologii – dlatego używam określenia chrześcijański konserwatysta a nie konserwatywny chrześcijanin) to ktoś, kogo pragnieniem jest zachowanie i odnoszenie niezmiennych prawd biblijnych do zmieniającego się świata pełnego zamętu. Postępowiec brnie do przodu nie wiedząc, dokąd zmierza. Jest szczęśliwy, gdy zdąży ze wszystkim. Spoglądający ku ideałom tradycjonalista nie wychyla się. Jest szczęśliwy, gdy nie musi się wysilać. Postępowiec i tradycjonalista oddani są czemuś, czego nie rozumieją – pierwszy zmierza Bóg wie gdzie, podczas gdy drugi chce zostać nie wiadomo gdzie.
Suwerenny Bóg prowadzi historię do ważnego miejsca i czyni to przez kolejne wstrząsy. Nieustannie nas przekształca, gdy Jego Duch sprawia w nas dojrzałość. Prawdziwy chrześcijański konserwatysta poddaje się temu procesowi. Boże prawo nie zmienia się, a społeczeństwa ludzi stopniowo zmierzają do dojrzałości zgodnie z Bożymi zamysłami. Zakładanie, że niezmienna natura Bożego prawa oznacza zastój w ludzkich sprawach, to jak zakładanie, że ustanowione zasady angielskiego sonetu nie pozwolą na napisanie więcej jak jednego poprawnego poematu. Z kolei zakładanie, że wszelka zmiana jest zawsze dobra, to jak wyzbycie się wszelkich zasad w dochodzeniu do zmian i zanurzenie się w postmodernistycznej kulturze opartej na vers libre.
Chrześcijański konserwatysta pragnie zachować cenną naukę z przeszłości, lecz chce też iść naprzód, pozostawiając za sobą wszelką głupotę, którą nabył po drodze. Przede wszystkim pragnie zachować lojalność względem Bożego rządzenia światem zgodnie z ustanowionymi standardami. Odrzuca zaś wszelkie imbecylne nowinki wprowadzane w imię jakiegokolwiek postępu. Śmieje się też z nieudolnych pomysłów zamierzchłej przeszłości, które przedstawia się jako niezmienną mądrość.
Bóg użył takich osiemnastowiecznych liberałów jak Adam Smith, by pokazać nam zasady wolnego rynku, które operują w szczególny sposób, tak jak w szczególny sposób porusza się krwioobieg, czy nam to podoba się, czy nie. A zatem, gdy współczesny chrześcijański konserwatysta opowiada się za gospodarką wolnorynkową, nie opowiada się za jakimś nietradycyjnym poglądem, który dziś można by zaliczyć do konserwatyzmu, a który dawniej nazywano liberalizmem. Nie przejawia on lojalności względem starej nietradycyjnej zasady, lecz raczej pokazuje, że jest oddany temu, czego Bóg nauczył nas w osiemnastym wieku.
Chrześcijański konserwatysta jest teokratą. Wierzy, że Bóg rządzi historią oraz że coś można z tego procesu wyczytać. Jednak nie stara się odczytywać jak wróżka z fusów: „Ponieważ giełda spadła o dwieście punktów w tym okresie, Bóg mówi nam, że...”. Chrześcijański konserwatysta wierzy, że Bóg chciał, byśmy nauczyli się (i zaplanował, byśmy nauczyli się), że to serce pompuje krew w całym krwioobiegu, że rząd nie może określać ceny chleba oraz że władza powinna mocną ręką przeciwstawiać się zbrodniom i wrogim najazdom. Chrześcijański konserwatysta nie chce konserwować ignorancji, która jeszcze się tych rzeczy nie nauczyła, ale chce zachować wiedzę o tych sprawach, skoro ludzkość już je poznała.
Ponieważ jest teokratą, utrzymuje, że wszystko w historii jest osobowe. Ponieważ Bóg jest niezmienny, istnieje przewidywalność w odniesieniu do standardu niezmiennego prawa. Ponieważ Bóg jest nieskończony, mądry i dobry, przenosi nas do chwalebnej przyszłości, której oko ludzkie nie widziało, a ucho ludzkie o niej nie słyszało. Jednak Bóg i tak ją już przygotowuje. Chrześcijański konserwatyzm chce udać się w jej stronę.


Tłumaczył Sebastian Smolarz.
Artykuł ukazał się na stronie www.credenda.org
Share Link: Share Link: Bookmark Google Yahoo MyWeb Del.icio.us Digg Facebook Myspace Reddit Ma.gnolia Technorati Stumble Upon
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Polish English French German Italian Portuguese Russian Spanish

Konfederacja Kościołów

Naszą witrynę przegląda teraz 2 gości 
Dodaj Serwis do UlubionychDodaj strone do ulubionychUstaw jako stronę startowąPodziel się tą stronąWyślij stronę mailemDrukuj stronęZapisz jako PDF
Powrót na początek
Copyright © 2012 Reformacja w Polsce. Ratay23